JAK ŻEGLOWAĆ SZYBKO – ŻEGLOWANIE Z WIATREM W REGATACH WEKTORA OLIMPISKIEGO

Witam Was bardzo serdecznie w tym nowym roku. Postanowiłem trochę więcej poteoretyzować o różnicach występujących w obrębie żeglarstwa regatowego. Bo one wpływają na trudności szkoleniowe między konkurencjami, wymagają więc innych kwalifikacji szkoleniowych. Pełnych kwalifikacji szkoleniowych. Tak, aby od pierwszych dni szkolenia ( np. od Optymista ) modelować umiejętności techniczne na miarę olimpijskiego poziomu.

W tytule użyłem pojęcia wektor olimpijski. Dążący do najwyższego poziomu umiejętności. To bowiem pojęcie, które zawęża metodykę systemowo-treningową do klas regatowych najbliższych klasom/konkurencjom olimpijskim. Jak i przygotowującym do nich.
Zawęża też walory trenerskie, szkoleniowe, do poziomu najwyższego, powiedzmy, światowego do klas, rodzaju danego wektora.
Konkurencje nie olimpijskie/nie przygotowawcze, nie mają tu zastosowania, nie będą przedmiotem analizy.
Tych olimpijskich, które startują w najbliższych Igrzyskach oraz kolejnych, co do których WORLD SAILING określił swoje stanowisko w tym temacie.
Na przestrzeni ostatnich 25 lat liczba konkurencji znacznie się powiększyła. Obecnie jest 10 konkurencji olimpijskich, co więcej, wyleciały klasy kilowe na rzecz klas i konkurencji „ślizgowych”.
Ten „ślizgowy” charakter zmian narodził się najpierw przez wprowadzenie 49-era, potem przekonstruowanie katamarana Tornado na Tornado Sport z genakerem, potem zmianę Mistrala na szybszą deskę RSX ze znacznie większym żaglem o wspaniałej konstrukcji z dużą głową typu „low aspect, wymodelowaną tak, że ta duża „głowa” jego żagla włącza się cała głównie na kursach wolnych, żeby dać lekką szybkość.
Ostatnio też dołożono jedną konkurencję dodatkowo, 49-er FX ( dla kobiet). Zmiana Tornada na Nacrę jest zabiegiem kosmetycznym, w tym tendencyjnym charakterze zmian, na charakter „ślizgowy”.
Skoro tak jest, że większość łódek i desek to ślizgowe jednostki, to mamy inną grupą, mniej ślizgową, klas łódkowych, jednoosobowych. Tą najliczniejszą w Polsce i na świecie. Laser, Radial, Finn.
Też nie znaczy, że np. 49-er zawsze żegluje w ślizgu lub że deski zawsze żeglują w ślizgu, że katamaran Nacra …. itd.
Czytajcie dalej.
Mamy więcej różnorodności uwzględniających ten aspekt ślizgowy.
Pierwszym aspektem jest sama konstrukcja klasy łodzi , czy deski.
Drugim jest siła wiatru, które wspólnie z cechami ich konstrukcji posiada swój własny , graficzny wykres możliwości przyrostu prędkości przy wzroście siły wiatru, czyli 3- kąta natarcie, zwany „biegunem prędkości”.
Własny, to znaczy taki, że jedne klasy łódek/desek mogą przyśpieszyć proporcjonalnie bardziej niż inne w pewnych kierunkach ostrzejszych niż fordewind.
To znaczy, mówiąc językiem praktyki, że niektóre klasy/konstrukcje aby wygrać z czasem przemieszczania się między górnym znakiem trasy, a dolnym, żeglują zygzakami, kursami baksztagowymi.
That’s right! Jakby orzekł pewien komediowy kandydat na prezydenta w 2015 roku; Thats’s right !

Z całej rodziny 10-ciu konkurencji olimpijskich, aż 7-iu konkurencjom opłaca się właśnie żeglować z wiatrem zygzakami/baksztagami, półwiatrami, gdzie ich prędkość własną buduje ( wektor) wiatr pozorny, o charakterze właśnie półwiatrowym (najszybszym).
Nie żegluje się „czystym fordewindem”, choć to droga najkrótsza.
Żegluje się drogą dłuższą, ale baksztagami, i to tak szybko, że się opłaca znacznie bardziej.
Te fakty jak wyżej, budują najważniejszy podział w tej rodzinie klas olimpijskich.
To podział na konkurencje, w których trzeba żeglować fordewindem „czystym” i na pozostałe konkurencje, gdzie trzeba żeglować zygzakami/baksztagami, żeby zwyciężać.

Łódki z pierwszej grupy, to łódki jednoosobowe. Laser, Laser Radial, Finn.
To olimpijskie. A przygotowawcze to Optimist, BIC ? , Laser 4,7…….i jeszcze więcej, tylko nie w Polsce.
Te trzy łódki powyżej żeglują fordewindem !
Pozostałe fordewindem nie żeglują.
Do Igrzysk w Londynie 2012, jeszcze była jedna konkurencja fordewindowa, Star. ( o nim później).
To bardzo istotny podział z punktu widzenia trudności metodyki szkoleniowej, metodyki treningowej.
To istotny podział ze względu na trudności technik prowadzenia, obsługiwania jachtu.
Fordewind to sztuka złożona z największej liczby punktów technicznych wymagających koordynacji. Dodatkowo sztuka, która jest ograniczona obszernie zinterpretowanymi elementami obsługiwania łodzi wg paragrafu 42 Przepisów Regatowych.
Jedynie klasa Finn ma specjalne pomniejszenie ww ograniczeń. Te ograniczenia działają do siły wiatru 10 węzłów. Powyżej 10 węzłów zawodnicy klasy Finn mogą szarpać, pompować, kołysać jak chcą. Mogą żeglować przy użyciu ewidentnie siły i techniki razem. Czego nie ma na Laserach,
Tak jak to jest w przypadku desek olimpijskich – RSX. Tu bowiem w ogóle nie ma przepisów ograniczających stosowanie napędu . Pomping, czy inne siłowe działania, gdzie pędnik może być używany jako rodzaj wiosła, wiosłującego powietrze, jest całkowicie dozwolony. Byle do przodu.
Dołączenie to tych rozważań deski RSX powoduje jeszcze dodatkowy podział.
Podział w grupie klas ślizgowych. Gdzie deska RSX, w przeciwieństwie do pozostałych klas z grupy „baksztagowego” wolnego kursu, nie podlega karze złamania paragrafu 42, bo tego paragrafu
w przepisach RSX nie ma. Nawet na starcie można wyjechać na „pompie”.Byle szybciej.
Przejdę teraz do grupy klas, które żeglują w regatach fordewindem, bo żeglowanie baksztagami się nie opłaca, a dodatkowo w tej grupie przepis 42 działa egzekwowany przez specjalnych sędziów oceniających technikę dla szybkości, bezpośrednio z motorówek, blisko, wśród zawodników.
Są to Laser, Laser Radial oraz Finn do 10 węzłów.
Jak więc żeglować szybciej i jednocześnie bez negatywnej oceny JURY, że przekroczyliśmy ramy dozwolonej techniki prowadzenia naszej łódki?
To problem najwyższej trudności.
Sztuka wygrywania fordewindów wyżej wymienionych grup łodzi w warunkach rywalizacji między topowymi zawodnikami, w głównych regatach tych klas ( seniorów), należy do najtrudniejszego fragmentu obsługi techniczności wolnego kursu. Ma wpływ na wynik w stopniu najwyższym w porównaniu z pozostałymi klasami olimpijskimi i pozostałymi fragmentami sztuki taktyki i techniki.
Trudność polega na najwyższej złożoności działań zawodnika i oddziaływań wody i wiatru na sprzęt ( pędnik, kadłub). Ale też co trzeba dodać, to to , że warunki/charakter zafalowania zmniejszają lub zwiększają ten stopień trudności ( względnie). Powodując dodatkową trudność szkoleniową, dezorientację, dlaczego raz żeglowaliśmy skutecznie szybko, a raz nie?
Granica tego jest bardzo płonna. Zauważana tylko przez super wtajemniczenie, super czucie zawodnika, super precyzję techniczną.
Takie określenie materii fordewindu wskazuje, że aby takie cechy posiąść, trzeba świetnie :
1.znać wzorce techniczne uniwersalne i specjalne
2.znać zasady zafalowania i ruchu cząstek wody
3.znać zasady aerodynamiki pędnika przy niezwykle szybko zmieniającej się sytuacji w obrębie wektora wiatru pozornego
4.znać hydrodynamikę kadłuba też w związku z jego budową i współpracą z pędnikiem (też są istotne różnice między kadłubem Lasera, czy Finna ! – co czyni pewną różnicę w podejściu przy modelowaniu techniki).

W związku z powyższym też ta droga treningowa dla osiągnięcia najwyższego poziomu żeglowania fordewindem się wydłuża. Jest długa i mozolna.
Tą konieczną, długą drogę powodują nie tylko trudności w związku z ilością mikro zagadnień całej skomplikowanej technologi zjawisk, które trzeba używać, aby zyskiwać na fordewindzie tych klas.
Jest ich dużo i są zbyt małe ( wartościowo), żeby użyć choć jednego elementu i skoczyć do przodu
nadrabiając braki w szybkości( Rul 42). Trzeba używać ich wszystkich w całym, jednym pakiecie i w specjalnej koordynacji.
Czasochłonność procesu treningowego w tych klasach z powodów jw , wpada na organizację treningu, na specyfikę trenowania fordewindowych umiejętności. Ona często powoduje, że trening prawidłowy metodycznie jest nieobecny w ogóle, w życiu sportowym zawodnika. Zwyczajnie przez brak czasu lub wiedzy o wartości takiej metody.
Widzę to na co dzień, obserwowałem też te tendencje kiedy koordynowałem polskie klasy jedno osobowe w ramach mojego krótkiego epizodu trenera koordynatora tych klas.
A zaniechanie żmudnego jednak treningu, powoduje tworzenie techniki nieumiejętnego żeglowania
fordewindem, gdzie raz się uda, innym razem nie, a innym razem dostaje się kartkę, a jeszcze innym razem sędzia nie widział.
W tych klasach, o których piszę, fordewind może być skuteczną bronią w walce o zwycięstwo, ale też możę być istną Kulą u nogo.
Użyję przykładu o poważnych konsekwencjach wynikowych choćby ( nie mówiąc o finansowych).
Na fordewindzie, przy słabej umiejętności fordewindowego działania, można stracić dużo punktów.
Klasa Star, której to charakter skutecznej techniki żeglowania fordewindem jest mocno zbliżony ( był, kiedy Star był klasą olimpijską, jeszcze w Londynie 2012) do klas jednoosobowych Laser, Laser Radial, jast bardzo czuły na sposób operowania łódką. Także żegluje fordewindem, a nie baksztagami. Więc jeżeli brakuje zawodnikom i trenerom rozumienia koordynacji działań w obrębie ww czterech punktów koniecznych do szybkiego fordewindu, to fordewind staje się „kulą u nogi”
u takich zawodników.
Klasyczny przykład na niezwykłą ważność fordewindu, jako nieodłącznemu elementowi całości sztuki żeglowania, miał miejsce w Londynie. Na tych Igrzyskach w 2012 roku na Starze startowali Mateusz Kusznierewicz z Dominikiem Życkim ( znacie ich, bo stanowią obecną władzę merytorycznego działania w obrębie technik i taktyk regatowych Performance Team).
Otóż właśnie ta załoga, która , jak donoszą statystyki i wykresy, plasowała się po pierwszej halsówce średnio top 3 w każdym wyścigu tych regat olimpijskich, a traciła na fordewindzie średnio pół stawki ( stawka to 12 jachtów w klasie Star). To około 30 punktów z całych regat strat. To łatwo policzyć, jak mocno istnienie kursu fordewindowego wpłynęło na ich porażkę w tej głównej, najważniejszej imprezie.
Jaki był tego powód?
Na pewno załamanie świadomości , między wiedzą zawartą w powyżej podanych punktach wymaganych dla szybkości fordewindowej w tej grupie łódek, stanowczym, nadzwyczajnym jak na klasę Star, sposobem pilnowania przez Jury przepisu 42 oraz niewłaściwym podejściu do treningu fordewindowego, w korelacji do umiejętności ich rywali .

Gdyby więc Kusznierewicz i Życki żeglowali w klasie podobnej do Stara, gdzie bardziej się opłaca się żeglować baksztagami niż fordewindem, mieli by łatwiej dowieźć swoje świetne miejsca ze znaku nawietrznego, aż do mety.( przypadkowo wiem, że tak się balii kłopotów na wolnych kursach, że namówili Chamerę, prezesa obecnego,żeby ten kupił im Stara o specjalnych walorach, wg nich, o specjalnych walorach szybkościowych, właśnie z wiatrem).
Tymczasem jest to kolejny dowód, że nie sprzęt, jak widzicie, a trening o odpowiednich walorach jakościowych, organizacyjnych, metodycznych, przybliża zawodników do precyzji fordewindowego fragmentu wyścigu.
Pozostałe klasy olimpijskie nie żeglują fordewindem !
Żeglują baksztagami ! Które są znacznie mniej skomplikowane w swojej materii.
Szczególnie 49-er. Jest taką klasą, technicznie/konstrukcyjnie zamkniętą najbardziej pod względem
możliwości w ogóle. Nawet nie można przechylić za bardzo łódki, zwroty na prosto, rufy na prosto, halsówka na prosto, baksztagi na prosto. Zawodnicy za wiele nie mogę , a jak nie mogą to nie muszą . I zakres różności i „komplikacyjności” jest mocno ograniczony. Co nie znaczy że nie ma innych cech, nad którymi można pracować, żeby znaleźć większą szybkość i skuteczność. Jest piękną klasą!
Pozdrawiam

Trener Kajetan Glinkiewicz

Czytajcie mnie w dwóch tematach:
1.Jak żeglować szybkościowych oraz
2. Blaski i cienie pod żaglam

Dodaj komentarz

Adres elektroniczny nie będzie publicznie widoczny.

*

*