BLASKI I CIENIE POD ŻAGLAMI-PŻŻ OGŁOSIŁ SYSTEM KWALIFIKACJI DO IGRZYSK W TOKIO

Parędziesiąt osób pracowało nad stworzeniem systemu, dalej zwanego kwalifikacjami, a jeszcze dalej regulaminem PZŻ do Igrzysk Olimpijskich w Tokio 2020.
Dokładnie: „ grono kilkudziesięciu osób blisko związanych z żeglarstwem wyczynowym, a poza tą grupą był konsultowany z czołowymi trenerami i zawodnikami.”
…. więc jak wyselekcjonować zawodnika, żeby zdobył medal w Tokio, to konsensus przemyśleń wyrażony w obszernym dokumencie przy udziale dużej grupy Polaków wybranych przez Kusznierewicza i Chamerę, a mających odpowiednie umiejętności i doświadczenie w rzeczonej materii…. tylko po to, żeby dwie osoby ze ścisłego kierownictwa (prezes i vice prezes, znani z nazwiska i imienia i znani z obwijania w przysłowiową bawełnę), dostali ster do ręcznego sterowania decyzją o wyborze zawodnika.( dopisałem teraz, żeby było bardziej czytelne).
-drodzy zawodnicy, beneficjenci działań Waszego Związku sportowego.
Kilka uwag o tym co było dotychczas, a co jest obecnie.

„Krajowe kwalifikacje olimpijskie opierały się do tej pory wyłącznie na punktach zdobywanych przez zawodników podczas wskazanych regat. „
Patrząc bardzo powierzchownie, nie ma w tym zdaniu- cytacie czegoś nie prawdziwego.
ALE Hola, Hola!
Ale nie jest to uczciwy, wystarczająco pełny opis poprzednich „systemów” kwalifikacji, żeby można się było na tym oprzeć, poszukując nowego systemu. Systemu, który mógłby spowodować zdobycie medalu. M.in. zostawić mistrzynię świata, Małgosię Białecką w domu i wysłać Zochę.
Wot ! I w ten sposób osiągnąć medal.
Bo właśnie ten aspekt jest prawdziwym przyczynkiem do głoszonego mitu pseudo znawców, o przyczynach porażki działaczy PZŻ w Rio. Bo ktoś im nie dał właściwych zasad eliminacji.! Przecież mogli by nie wysłać świeżo upieczonej mistrzyni świata. Bo to za mało, żeby wysłać ją na Igrzyska. Tak twierdzili po powrocie z Rio „wielcy ” działacze.
Choć to oni mieli w rękach losy wyników nadchodzących Igrzysk w Rio, także treść kwalifikacji.
To Oni, w tym głównie Chamera, kompilowali system kwalifikacji olimpijskich na Rio i na Igrzyska poprzednie. Gdzie zawsze było oczywiste, że w paru punktach, klasach, pojechała niewłaściwa osoba, niewłaściwy trener, niewłaściwy działacz, żeby wrócić spełniwszy oczekiwania. Ale ta „niewłaściwość” nigdy nie była przypadkowa, a sterowana.
I tak to się odczytuje w obecnym zapisie.
I ponieważ, jak twierdzą, co widać, prominentni działacze z Mateuszem na czele, że te „odrobinę brakującego szczęścia” trzeba szukać w takim systemie, w którym to On osobiście ( na spółkę z Chamerą) wskaże palcem ( Zespół Decyzyjny ?), który zawodnik w danej klasie pojedzie na Igrzyska.
To właśnie jest hipokryzja, czyli nie rozumienie parametrów i zasad przygotowań, nie rozumienie różnic między tym co było, a tym co stworzyli-wymyślili, nie rozumienie wartości wysiłku zawodników i ich trenerów, nie rozumienie zjawisk psychologicznych na polu sportowym ! Etc.
Ale gdybym miał się teoretycznie zachwycić tą „nową” formą wyłonienia zawodników na Igrzyska.?
To żeby wziąć na chwilę tą teoretyczną, najlepszą ideę, najczystszą moralnie, najlepszą merytorycznie, to musiał bym zasłonić całą dłonią takie punkty, jak PREAMBUŁĘ, WSKAZÓWKI PRAKTYCZNE, TECHNIKĘ, STRATEGIĘ I TAKTYKĘ ( chodzi o ich treść oczywiście )
i także to zdanie, które już raz zacytowałem :
„Krajowe kwalifikacje olimpijskie opierały się do tej pory wyłącznie na punktach zdobywanych przez zawodników podczas wskazanych regat. „
Albo musiał bym mieć amnezję starczą lub zapisać się do „partii” Chamery i Kusznierewicza, na ich warunkach. !
Ale spełnienie tych warunków jest możliwe tylko w bardzo daleko idącej teorii!

Otóż drodzy beneficjenci PZŻ- tu, płatnicy netto w tymże PZŻ-cie, chcę tu w paru słowach poprzekładać w Waszych głowach dane, tak, żeby pasowały do faktów z historii, żeby odczytywały właściwie treść i gatunek działań, których to Wy jesteście odbiorcami.

Bo tylko Wy, uczestnicy sportu żeglarskiego wektora olimpijskiego,
tylko Wy, wg USTAWY O SPORCIE, jesteście beneficjentami działań PZŻ i Państwa, czy to optymalnie wysokiej jakości, czy to działań, które z Was, prawowitych beneficjentów, adresatów robią petentów pokornie poddanych działaniom pseudo optymalnym, pseudo fachowym. Wy musicie być tego świadomi.!!!!!
Otóż zasady kwalifikacji lat poprzednich Igrzysk, nie tylko skupiały się na wskazywaniu zwycięzcy, patrząc kto zdobył największą ilość punktów ! W końcowym momencie tak. Ale w pierwszej połowie tych zasad, tej ważniejszej, ustalało jak budować sumę punktów i w jakim czasie i klasie. ( czyli kiedy zacząć eliminacje, ile imprez, jaki wiatr ( w deskach miało być np. 9węzłów i kiedy kończyć itp., itd. i pod kogo., kto będzie miał łatwiej wygrać, kto trudniej).
Tak właśnie spłyca analizę i charakter poprzednich eliminacji ekipa Mateusza. To zbyt daleko groźna ocena dotychczasowego stanu, bo buduje nowy system na nieprawdziwej tezie, nie uwzględniającej szerszej, całej liczby zasad, zdarzeń i warunków, które to powodowały, że wybór zawodników był zbyt mocno niewłaściwy.)
Zawsze to ww treść eliminacji, także warunki dla możliwości apelowania w związku z nieuczciwymi zjawiskami, były materiałem spekulacyjnym dla decydentów PZŻ. Punkty ostateczne nie mogły już ruszyć zwycięzcy punktowemu. Więc te punkty były w różnych przypadkach argumentem, żeby nie zdymisjonować nieuczciwego zawodnika. Nie zamienić go na uczciwego i lepszego, gdy interes poza sportowy dominował. Wtedy ochraniano zawodnika, który nie powinien reprezentować Polski, dyskredytując jednocześnie wysiłek tego zawodnika, który swoją pracą i formą zasłużył na start w Igrzyskach, ukrywając brzydkie intencje przed publiką.
A tu znów persony ukryte w Zespole Decyzyjnym będą decydować o losach zawodników. Tak jak tatuś w epoce kiedy jeszcze go nie wyrzuciliśmy z PZŻ.
Jak w najgorszych okresach jakie pamiętam. I to teraz w poczuciu formalnych zasad.”
No i przez tych samych ludzi, którzy nie grzeszyli obiektywnością i merytoryczną jakością czy należytą uczciwością.
Mitów nie biorę pod uwagę, stąd wyższość dużej liczby lat doświadczeń nad stanem pierwszego etapu świadomości, w którym znajduje się sort ludzi budującej tą „kwalifikację”.
Ten dokument o którym piszę, którego treść analizuję, przypomina bardziej pracę dyplomową na trenera II klasy w żeglarstwie na wyższej uczelni (np. AWF) gdzie egzaminatorem jest doktor zakładu sportów różnych, a studentem, autorem jest jakiś jedyny medalista olimpijski z medialnym nazwiskiem. A tematem pracy jest :
„Opisz własny punkt widzenia dochodzenia do medalu olimpijskiego w żeglarstwie- w początkowych latach transformacji ustrojowej lat 90-tych.”

Kilka przykładów, które narysują Wam brak szans na obiektywne ocenianie zawodniczych możliwości przez ludzi z „politycznego rozdania”.
Gdyby działała ta intencja, jaką z grubsza określiła grupa decyzyjna z Mateuszem Kusznierewiczem na czele :
1. Czy eliminacje do Londynu na Starze przebiegały by jak przebiegały, gdzie treść tych eliminacji zakładała nie rozciąganie ilości regat i zakończenie tych eliminacji bardzo wcześnie, żeby robiący szybkie postępy Maciej Grabowski nie zdążył wygrać z Mateuszem. Praktycznie zamykając Grabowskiemu szanse na wygranie eliminacji poprzez kompilacje decydentów, którzy ułożyli eliminacje pod Mateusza. Jak pamiętamy zakończone porażką w Londynie. Ale przy tej okazji pozwolę sobie dodać, że gdyby załoga Stara z Londynu, rozumiała co i jak trzeba dopracować, żeby w Londynie zdobyć medal, to owa PREAMBUŁA uwiarygadniała by swą treść. A tak jest niestety enigmatyczna
i bezwartościowa. Po prostu pusta.

2. Czy gdyby protest Związku Klasy Europa o łamaniu przez Monikę Bronicką przepisu nr 2 ŻPR- Fair Play wobec swojej oponentki, został podjęty wobec tego „zespołu Decyzyjnego”, czy na Igrzyskach w Atenach wystartowała by Weronika Glinkiewicz, zawodniczka, która paręnaście miesięcy przed Igrzyskami udowadniała gigantyczną przewagę nad Bronicką i plasowała się w ścisłej czołówce przyszłych olimpijek klasy Europa?
3. Czy dzisiaj, gdyby deskarze wyznaczyli sobie limit wiatru 9 węzłów dla ważności i skuteczności swoich eliminacji na Pekin 2008 roku, czy Zespół Decyzyjny zmienił by te zasady, gdyby zaczął wygrywać ktoś inny niż np. Miarczyński lub Myszka?
WĄTPIĘ.

W dobie dzisiejszego postępu cywilizacyjnego nie powinno się kreować sytuacji, gdzie władza wykonawcza PZŻ wysyła na Igrzyska osobę , która nie wygrała eliminacji.
Nie powinna kreować sytuacji, gdzie zwycięzca eliminacji może nie reprezentować Polski na Igrzyskach.
To jest brzydką oznaką słabości władzy PZŻ, słabości sztabu szkoleniowego. Tej moralnej i tej merytorycznej.
To treść eliminacji powinna ustrzec ideę, że zwycięzca eliminacji jest najlepszy w ostatnim momencie przed powołaniem reprezentacji.
Jeżeli treść eliminacji tego nie zapewnia, jeśli już teraz pachnie, że może coś się załamać, to znaczy, że treść eliminacji jest słaba.

Treść PREAMBUŁY i dalszych punktów zdradzających słabość merytoryczną grupy Kusznierewicza jest dobra, ale na kursach MBA.
Tam, można ją prezentować, jeśli taka jest wola uczelni.
Ale polskie żeglarstwo regatowe, przy wysoko podniesionym ponad głowę medalem Kusznierewicza, ciągle cierpi na przerost tej formy nad treścią i nic nie wskazuje na to, że zawodnicy i trenerzy powinni sami wiedzieć jak trenować właściwą technikę, czy muszą prosić jak poniżej? (cytat z preambuły)
„W zakresie techniki żeglowania trenerzy i zawodnicy mogą liczyć na pomoc Zespołu Wsparcia Sportowego (Performance Team)”.
Przykre. Bo szukałem na stronie PZŻ i takiego ciała nie znalazłem.
Pozdrawiam
Trener Kajetan Glinkiewicz

Czytajcie mnie w dwóch tematach
1.Jak żeglować szybko
2.Blaski i cienie pod żaglami

Skomentuj

Komentarze

  1. Tytus Konarzewski

    Eliminacje do igrzysk to dosc deliktana materia, nie ma jednego niezawodnego systemu. Istnieja pewne zasady tworzenia takiego dokumentu, powinny byc jasno okreslone kryteria, czytelne dla zawodnikow i trenerow. Musza wiedziec co zrobic, zeby byc zakwalifkowanym. Warto te zasady traktowac powaznie, to jest rodzaj zoobowiazania, dla dwoch stron zawodnika i organizacji wysylajcej na IO. Zasady punktowe maja te przewage, ze sa jednoznaczne liczy sie wynik i koniec.Albo zdobywasz wymagane punkty i jedziesz do Tokio albo nie. ”Komitet wybierajacy”.. to jest zjawisko mozliwe do zrealizowania pod jednym warunkiem, ze mamy pelne zaufanie do czlonkow ”komiteu”. Pytanie retoryczne czy mamy? Co sie stanie jezeli w jednej z klas zawodnicy/zawodniczki beda na podobnym poziomie, blodyn pojedzie czy brunet, znajomy pana z komisji czy znajoma?Pozdrawiam i zycze dobrej zabawy.
    PS. Nam miejscu zawodnikow zastanawial bym sie czy warto w te gre grac…

Odpowiedz na Tytus Konarzewski Anuluj pisanie odpowiedzi

Adres elektroniczny nie będzie publicznie widoczny.

*

*