BLASKI I CIENIE POD ŻAGLAMI

MIAŁEM SEN.

Zwykle każdemu coś się śni. Czasem są to sny jak z bajki, a czasem coś poważniejszego, coś jak podpowiedź, wskazówka, co robić dalej.
W moim śnie objawił się bardzo interesujący twór żeglarski. Mianowicie:
POLSKA FEDERACJA ŻEGLARSTWA REGATOWEGO.
Organizacja, która zjednoczyła ludzi, których dobrze znam i pamiętam z całej mojej historii uczestniczenia w sporcie żeglarskim, którzy „kręcą” się obok żeglarstwa regatowego bliżej i dalej. Nieomal wszystkich, którzy ścigali się ze mną i obok mnie. Wszystkich regatowców i uznanych trenerów, ze środowisk żeglarstwa olimpijskiego i nie olimpijskiego, żeglarzy lodowych, ludzi z żeglarstwa deskowego.
Na czele FEDERACJI stał Zarząd 12-to osobowy, który zbierał się 6 razy do roku. Tworzył i decydował o strategii przyszłości i teraźniejszości. O doborze kadry szkoleniowej i organizacyjnej. Zarząd wybierany jesienią w roku olimpijskim, co 4 lata.
W Zarządzie zasiadali byli olimpijczycy, mistrzowie świata, reprezentanci Polski, najlepsi, doświadczeni trenerzy, uznani, byli regatowcy. Wg takiego klucza zwerbowany był Zarząd, deklarujący pracę o charakterze dość intensywnym. Jak praca posła. Członkowie Zarządu byli obecni na wszystkich najważniejszych imprezach, zbierali informacje z wydarzeń, zdobywali rozeznanie sami, przez bezpośrednią obserwację, uczestnictwo, spotkania, kontakty.
Wszyscy członkowie Zarządu działali w systemie „non profit”, dając swoim następcom, młodszym i starszym regatowcom, jakby część z siebie. Mianowicie cechy sportowe, które im samym służyły do wygrywania, do budowania regatowej perfekcji, do budowania poziomu Mistrza. Podchodzili z należytą opiekuńczością do młodych sportowców, trenerów. Służyli im doświadczeniem mistrzowskim, ekstraklasowym, bezcennym w całym procesie edukacji i kształtowania osobowości. Dyskutowali. I tak, żeglarstwo regatowe otoczone zostało atmosferą współdziałania, kapiącą zapachem powietrza, które ma jedną, pełną nutę czystego sportu, sportu mistrzowskiego, ekstraklasowego. Bo otaczaną przez pozbawioną fikcji brać z najwyższej, autorytatywnej pułki regatowego kunsztu. Przez Brać, która fikcje dostrzeże już na horyzoncie. Ona dopilnuje, żeby wychowywać w duchu uczciwości i sprawiedliwości i szacunku. Tak musi być, bo z takiego działania zbudowana była ich pasja życiowa. Oni będą działaczami z legitymacją swoich własnych, nieprzeciętnych dokonań. Współczesny zaś „działacz-działacz”, działa bez tych wymienionych cech, a gdy znajdzie się w mniejszości, na drodze swojej kariery napotka samych „działaczy sportowców”, jak odepchnie jednego, to pozostanie mu całe grono kolejnych. Tak powstać może silna, zdominowana przez mistrzów regatowców, prawdziwie sportowa Rada-Zarząd, samo pilnująca się grupa-władza.
Takie nazwiska jak niżej, stanowią kopalnię brylantów i bezpieczeństwo, dla powyżej wyrysowanej atmosfery, z takich nazwisk jak niżej mógł być złożony ów Zarząd:

Karol Jabłoński, Mateusz Kusznierewicz, Dominik Życki, Tomasz Holc, Ryszard Skarbiński, Andy Zawieja, Leon Wróbel, Zbigniew Kania, Ryszard Blaszka, Janusz Knasiecki, Andrzej Czapski, Przemysław Tarnacki, Piotr Burczyński, Marek Chocian, Dorota Staszewska, Henryk Blaszka, Romek Knasiecki, Mirek Małek, Piotr Olewiński, Grzegorz Myszkowski, Karol Porożyński, Ania Gałecka, Tomek Stańczyk, Paweł Kacprowski, Zdzisław Staniul, Romek Budziński, Maciej Dziemiańczuk, Adam Liszkiewicz, Witek Dudziński, Maciej Grabowski, Tomek Jakubiak, Paweł Kuźmicki, Bogdan Kramer, Witek Nerling, Mirek Rychcik, Zbigniew Malicki, Paweł Kowalski, Tytus Konarzewski, Tomek Rumszewicz i inni.

To są ludzie, którzy w sporcie żeglarskim ukształtowali w sobie cechy ekstraklasowe. Oni wiedzą najwięcej o tym jakie zjawiska przegrywają i o tym jakie zjawiska wygrywają. Nie potrafią inaczej. Ukształtowali je w tym kraju i w tym kraju chcą je oddać do dyspozycji polskiej młodzieży. Lecz nie mówią o tym. Chociaż nie pchają się do władzy, a gwarantuję, że taką mają cechę. Są za wielcy, żeby się pchać na siłę do władz. To my sami powinniśmy sobie, tak, dla siebie stworzyć im warunki i wciągnąć ich, choć na krótki czas paru lat, do struktur kierowniczych. Warunki wykorzystania ich jakościowego potencjału trzeba stwarzać, trzeba ich zaprosić na naradę, żeby ci ludzie nie czuli się niepotrzebni. Żeby nie zaczynać ciągle od początku. Żeby czuli się potrzebni! Bo drzemie w nich wysoka średnia regatowego kunsztu i wiedzy. Trzeba im dać funkcję jakby obowiązkowo, funkcję na warunkach moralnego obowiązku.
I wyobraźcie sobie, że do narodzenia tej, powiedzmy szczerze, rewolucyjnej inicjatywy, doprowadził nikt inny, jak obecny Prezes PZŻ, majster od właśnie przekształceń strukturalnych. Rewolucja w jednej dziedzinie, pociąga rewolucję w kolejnych ogniwach. Przecież to jest tak. Nie poraz pierwszy narodziła się potrzeba oddzielenia sportu od turystyki, szantów, szkolenia na stopnie itd., itp. Już na początku III RP, jakieś 16 lat temu – to po pierwsze. Po drugie, PZŻ powstał dla potrzeb zarejestrowania polskiego żeglarstwa dla Igrzysk Olimpijskich, jakieś 90 lat temu. Gdyby nie okres sterowanego socjalizmu PRL-u, to sytuacja postawienia na głowie ważności PZŻ wobec samych żeglarzy regatowych, nie miała by w ogóle miejsca.
W ogóle, to istnienie dla regatowców PZŻ-tu w obecnej sukience malowanej lali, to przerost formy nad treścią. Po prostu jakiś kicz. Treść jest zapóźniona w stosunku do pędzących wraz z rozwojem demokracji zmian w społecznej świadomości i intelektualnej możliwości ludzkiej.
W Zarządzie PZŻ nie ma nikogo, ale to nikogo, kto byłby z listy jw., ani osoby podobnej, z cechami mistrzostwa sportowego jak opisałem w dość długim wywodzie powyżej.
W Komisji Rewizyjnej to samo. Sprawy „ sportowe” są omijane szerokim łukiem. Nikt tam nie rozumie zasady szkody sportowej wobec statutu. Nikt nie respektuje regulaminu, nie odpisuje na pisma, pewnie nawet nie bada wniesionych spraw.
W Sądzie Koleżeńskim to samo. Brak tam podstawowej wiedzy o tym, jakie są przepisy ISAF-u obowiązujące w sprawach przewinień sportowców. Więc nie mają zdolności i woli, żeby je rozpatrywać.
Rada Trenerów. Istnieje tylko na papierze. Nie działa fizycznie. Jedynie przewodniczący, wybrany wiele lat temu, raz po raz zapraszany jest na Kapitanat. Rada Trenerów nie jest proszona o nic. Nie działa z własnej inicjatywy, nie wnosi żadnych wniosków, nie analizuje sytuacji, nic. Fikcja kolejna.
Nawet ciało doradcze v-ce Prezesa d.s. sportowych, prezydium Kapitanatu nie posiada ani jednej osoby, która pochodziła by z listy naszych brylantów wymienionych powyżej. Skoro tak jest, że Prezes ds. sportowych nie ma pojęcia na temat sportu wyczynowego i „ ciało doradcze” nie ma pożądanego pojęcia o sporcie wyczynowym, to wyobraźcie sobie o czym oni decydują. Wygląda to na grupę interesów klubowych. Makabra.
Świetni olimpijczycy, sędziowie, jurorzy są, zniechęcani i wypychani z komisji sędziowskich i Kolegium Sędziów. Wg „decydentów”, grających pierwsze skrzypce, tak zwanych ludzi trzymających władzę, oni nie nadają się.
Kadra trenerska, która ma być jak w cytacie Leopolda Staffa, dobierana jest tak, żeby prezentowała głównie uznanie wobec mierności wybierających. Muszą być tacy, jak ich bosowie, bo inaczej won. A więc bez inicjatywy jakościowej lub ze strachem przed bosami. Tylko „rrobić trrening i pisać codzienny rraport, rrzucać boje na wodę”, żeby był ruch.
Wśród rządzących Polskim Związkiem Żeglarskim, uważa się za bełkot to co jest zawarte w pismach do nich, w których przedstawia się nieprawidłowości wobec członków, a popełnianych przez elitę władzy. Po prostu nie odpisuje się, a może nawet nie bada zgodności z faktami.
Pauperyzacja.
Taki dość naturalny, sukcesywny, niewinny proces obniżania poziomu wymagań, który przebrał miarkę tolerancji.
Wszyscy ci, którzy siedzą w tych związkowych strukturach, jestem o tym przekonany, mają dosyć sportu. Traktują ten dział PZŻ przedmiotowo. Dawno im nie pasuje taki układ. Ale ciągle łączy ten problem słowo ŻEGLARSTWO i współny STATUT, który robi wszystko, żeby zadowolić Ministerstwo Sportu, ich główne źródło finansowania.
Oni mają dość bycia krytykowanymi nieomal przez wszystkich sportowców. Ale póki co rządzą tym Związkiem. Wybory, zamiast robić w jesieni roku olimpijskiego, robią na wiosnę roku następnego. To dowód na to co mówię. Mają wpływ na dobór ludzi, mają wpływ na sport, jako ludzie, którzy sportu nie czują, a nawet go nie znają od środka. Sportowców, jak już wykazałem, nie ma wśród nich. Więc sportowcy, regatowcy, są rządzeni przez niesportowców. Interesujące. A już na pewno nie budujące.
Ten stan jest głównym powodem niemożności poważnego wybicia się polskiego żeglarstwa regatowego wobec światowego. Niemożności dokonania postępu jakościowego na długo i nie dopuszczania inicjatywy, która istnieje. Medale w deskach nie zaprzeczają temu. Nie miejcie złudzeń. One jedynie utrudniają proces dokonania oczywistych zmian jakościowych, strukturalnych i merytorycznych. Pieniądze są wysysane z rynku sportowego jak w zwykłym biznesie, gdzie sprzedaje się i kupuje, zdobywa rynki dla finansowego zysku. Różnica jest tylko w znaczeniu słowa BANKRUCTWO.

Skoro może się przyśnić opcja alternatywna, skoro już struktura Związku stanęła na głowie, to wystarczy niewielki gest. Wystarczy wyrazić taką wolę na zbliżających się zjazdach okręgowych i centralnych środowisk żeglarskich.
A Ministerstwo Sportu szuka wyników na gwałt. Przy obecnym Zarządzie tej instytucji, szukającym szansy wynikowej w żeglarstwie regatowym, lekkiej atletyce, wioślarstwie i pływaniu, jako w grupie pilotażowej czterech dyscyplin, ministerialnego, specjalnego nadzoru, tylko temu przyklaśnie. Będzie miało prawdziwy przegląd sytuacji. Wtedy fikcja, tak szkodliwa dla Was żeglarzy, odejdzie lub umrze śmiercią naturalną.
Z pozdrowieniami i życzeniami Noworocznymi dla wszystkich polskich regatowców i Prezesa PZŻ
Kajetan Glinkiewicz

Czytajcie mnie w dwóch blokach tematycznych:
1.Blaski i cienie pod żaglami,
2.Jak żeglować szybko
i podsuwajcie tematy, głównie te specjalistyczne, na e-mail
kaj_coach@op.pl

Dodaj komentarz

Adres elektroniczny nie będzie publicznie widoczny.

*

*