JAK ŻEGLOWAĆ SZYBKO
MASZT, ŻAGIEL, CZY MOŻE PĘDNIK ? cz. 2
W poprzednim wpisie przelałem na papier sporo treści bardziej teoretycznych. Starałem się robić co się dało, żeby to nie była teoria zbyt naukowa. I dlatego w tym wpisie będzie więcej przykładów z praktyki.
Ale zanim rozwinę skrzydła, chcę powiedzieć, że oczywiście mam szereg wątpliwości, co do przydatności całego tego materiału dla ogółu. Jako, że uczestnicy żeglarstwa, żeglarze, siedzący sobie na sterze, biorący udział w wyścigach, zorganizowani w grupach, klubach, swoją przyjemność pobierają głównie z chęci do ścigania się, a więc głównie w fizycznym, aktywnym, osobistym udziale w akcie sportowym. Dla rzeczywistych impulsów radości, które trzymają Ich w tym sporcie. W tym sensie mało interesują się sprzętem. Ale chce to robić mała grupa, najambitniejszych żeglarzy.Więc ciągniemy to dalej.
I w ten sposób wchodzimy w sektor żeglarstwa, który jest najtrudniejszy. Pełen talentów, pełen pieniędzy, pełen naporu komitetów olimpijskich, w ogóle pełen presji wszelakiej maści. I tu, w tym sektorze, w tym, rzec by można ogrodzie królewskim, a jeszcze inaczej, w tym festiwalu najbardziej wyselekcjonowanych uczestników, chcemy postawić nasze nogi. I ten i tylko ten impuls skłania mnie osobiście do działania, do rpzważań na tym portalu. I jeśli ktoś z Was naprawdę chciałby tego samego, to moje drobiazgowe podejście do sprawy zrozumie. Tak więc spróbujmy postawić nasze nogi w tym „ogrodzie” i podejmujmy się majstrowania w elementach regatowych, w tym oczywiście, sprzętowych, których przeciętny żeglarz, instruktor, a nawet przeciętny żaglomistrz nie dostrzeże. I jeszcze chwila, co ważne bardzo. Nawet dobry żeglarz, ale bez odpowiedniej wiedzy, praktyki, instruktarzu w temacie trymingu, siedząc vis a vis swojego żagla, będzie błąkał się w czynnościach i działał po omacku.
Moją ideą zawsze było to, aby zawodnik był w miarę możliwości jak najszybciej obeznany w zasadach i wzorach działania pędnika, a dalej niezbędnej całej reszty.
Dlatego więc, żeby poradzić sobie lepiej niż nasi rywale, światowi rzecz jasna, musimy lub powinniśmy raczej, do tego sektora wchodzić po pierwsze przygotowani, z odpowiednim kompendium wiedzy, zmieszanej odpowiednio z praktyką. Dlatego należy produkować ten przyszły stan ideału na znacznie wcześniejszym etapie swojego rozwoju, niż myślicie. Już zresztą w tym duchu pisałem w otwierającym felietonie w bloku tematycznym, „Jak żeglować szybko”.
Jest też jasne, że w żeglarstwie ”łódkowym” ten proces jest znacznie trudniejszy, więc częściej nieosiągalny w ogóle, niż w żeglarstwie „deskowym”. Dla mnie osobiście, wzorcem, potwierdzającym to, na co zwracam uwagę z uporem, jest cała linia metodyczno/szkoleniowa jaka istnieje od początku w szkoleniu w windsurfingu światowym, właśnie. Młoda to dyscyplina i ograniczona do walorów działających na doznaniach fizycznych i pozytywnych emocjach u jej użytkowników. To jest główna jej cecha. Małe dziecko zaczyna już żeglować na desce stojąc, z pełną gamą czynności psycho ruchowych i zjawisk prostej rywalizacji każdego dnia, jak dorośli deskarze. Konstruktorzy wymyślili, a producenci wykonali te kolorowe zabawki dla nich. To też dodatkowo wciąga młodzież we wczesnych latach ich życia. To wciągnęło do tego dynamicznego sportu rzesze bardzo młodych, sprawnych ludzi, którzy mają do dyspozycji podaną „metodykę sprzętową”, co widać w „rozmiarówkach” żagli i desek. Żeglują od początku swojej kariery na tym samym rodzaju sprzętu i sposobie oddziaływania na ten sprzęt. Opanowują całość dość szybko. A konstrukcje pędników zostawili konstruktorom. Małe dziecko innej żeglarskiej dyscypliny natomiast, siada do Optymista i siedzi najczęściej bez ruchu i, żeby się zmęczyło i przerobiło porcję materiału, potrzebuje nawet 5-ciu godzin i więcej dziennie przebywania na wodzie. Za to z pozycji siedzącej, wygodnej, często bez ruchowej, obserwuje sobie śmigające wokół deski i żałość mu doskwiera. ( widziałem takie treningi). Ponadto, podczas, gdy w jednej dyscyplinie wykorzystuje się wiatr do wytworzenia siły ciągu, to w drugiej wykorzystuje się też powietrze do wytworzenia siły ciągu, na wzór użycia wiosła w wioślarstwie. Dlatego nawet przepisy w podstawowych działach dot. spraw techniki obu dyscyplin, są diametralnie inne. Ale pędnik jest pędnikiem w windsurfingu, jak skrzydło u ptaka. Więc dlatego weźmiemy go pod lupę.
I nic mi się nie zmieniło w kwestii poganiania Waszej edukacji, drodzy sternicy żaglówek oraz drodzy szkoleniowcy tychże sterników. I to już od młodego wieku, przynajmniej 10-tego roku życia, trzeba umiejętnie „przemycać”, odpowiednią wiedzę, żeby nie robić tego wtedy, gdy jest już najczęściej za późno. „ DESKA” to otrzymała w darze od Boga, „ŁÓDKI” muszą nad tym pracować ze zdwojoną siłą, jakby za karę, że się nie przeobraziły w ten nowy odłam żeglarstwa.
Udział pędników, czyli sprzętu, jego walorów regatowych w stosunku do udziału ludzi, zawodników, sterników, w różnych klasach, jest różny. Wśród klas, które wymieniłem, największy procentowy wpływ ludzki, ma zawodnik i zawodniczka w klasie RSX. Zwłaszcza wytrenowanie wydolności fizycznej i techniki, dobór parametrów morfologicznych, wręcz decydują o szansach. Ale nie oznacza to, że pędnik RSX nie wykazuje istotnych różnic. Wykazuje i to z powodu głównie masztu składanego z dwóch części i statecznika. Dokładniej na ten temat w innym czasie.
W łódkach ta zależność nie jest zbytnio podobna do cech ww. klasy / konkurencji. I tak:
W LASERZE STANDARDZIE mamy bardzo trudną technikę żeglowania na wszystkich kursach. A więc dużo też decyduje człowiek. Człowiek starający się nie patrzeć na ewentualne zróżnicowanie między częściami składowymi Lasera, musi wytworzyć, wyprodukować wielowymiarowy obraz techniki prowadzenia łódki. Korzystny dla parametrów szybkości, czy ostrości. Ale jasne, że było by dobrze, gdyby sprzęt nie dyskryminował zawodników, a niestety trochę dyskryminuje. Więc co z tym sprzętem Lasera Standarda jest nie tak? Moim zdaniem:
1.Cały Laser składa się z 8-miu części losowo składanych ze sobą. Są to: top masztu, dół masztu, bom, gniazdo masztu w kadłubie (chodzi o jego posadowienia względem punktów bazowych na boki i do tyłu), kadłub,żagiel, miecz, ster.
2.Ponieważ, te pojedyncze części nie są równej struktury, wagi, pochylenia gniazda, to mamy też problem, żeby złożyć je tak, aby przy dokładnym pomiarze uzyskać identyczność ścigających się jachtów.
3.Jakość materiałów ( słaba), zarówno żywice wraz z technologią budowy, jak aluminium na masztach, materiał naq żagiel, powodują , że Laser Standard obniża swoje początkowe walory sukcesywnie i zbyt szybko, czyniąc jachty nierównymi we flocie regatowej.
4.Konstytucja Lasera kategorycznie zakłada, że wszystkie Lasery są równe, a próby poprawiania jakiejś wady, czy zużycia w wyniku użytkowania, przyjmuje jako po prostu „oszustwo”. Tak, że psychoza na tle wymienionych problemów i przepisów, nie daje poczucia pewności zawodnikom i ich trenerom.
5.Ale, z tego ogólnego rozgardiaszu wypływa bardziej optymistyczna zasada, która jakoś pozwala strawić „parę” niedociągnięć. Mianowicie, jest duży procent jachtów klasy Laser odbiegających choć trochę, od zaprojektowanego wzorca, nawet większość, a zawodnicy powytracali argumenty wobec argumentów innych użytkowników. I sobie motywacyjnie i organizacyjnie radzą. Nie mają już wyjścia. Jest przy tym ważny katalizator tego utrzymującego się kompromisu, olbrzymia ilościowa konkurencja wywodząca się z takiej populacji męskiej, która może w łatwy sposób urealnić parametry fizyczne do wymaganych-pożądanych i optymalnych. Przy tym jest najtańszą olimpijską łódką i najtańszą olimpijską konkurencją łodziową. Dlatego, jeśli jakieś państwo z ambicją olimpijską, chce mieć na Igrzyskach jakąś żaglówkę, to sięga po Lasera. I wcale nie ważne, czy ma szansę się dostać na szczyt, czy nie.Ten aspekt wypełnia limity ilościowe na zawodach, choć rozrzedza faktor jakości. Laser jest też częścią „rodziny” kilku laserów. A rodzina ta jest silna i się wspiera, jest najważniejsza. Jak w słynnym filmie z Allem Pacino.
LASER RADIAL ma bardzo podobne różnice w pojedynczych elementach, nie ma natomiast zjawisk pochodzących ze środowiska konkurencji omówionych w pkcie 5-tym przy klasie Laser. Dlatego jest łódką płonną, ale nie pod lupą Mr. Holmsa, lecz zwykle, widocznie, bez użycia lupy i jest konkurencją wielu nierówności. Żeglują na niej kobiety, których w ogóle jest mało w sporcie, a do tego kobiety o parametrach poszukiwanych, adekwatnych do ważnych topowych konkurentek jest jeszcze mniej. Laser Radial jest proporcjonalnie do konkurencji innych olimpijskich, bardzo mało wyrównany. Jest przez to wszystko razem, konkurencją bardzo skomplikowaną strukturalnie. Znam osobiście wiele dziewcząt, które z jednej strony potrafią świetnie żeglować, np. przy słabym wietrze. I tu jeden przykład : Ausra Mileviciute-Stelmaszyk, wygrała w pięknym stylu Puchar Świata w Hyeres 4 lata temu, żeby rok później zająć ledwo 50-te miejsce, w innych warunkach wietrznych. Wygrała też dwa lata temu Mistrzostwa Polski. Aż żal bierze, wiem, że ta dziewczyna dwoi się i troi, ale te kilkanaście % wartości momentu balastowego, nie wpuszcza jej, z jej dobrym, taktycznym stylem żeglowania, nawet na balkon do „ Metropolitan Opera w NY”. Choć może oczywiście siedzieć zawsze , w loży Teatru Narodowego. W końcu ma tam swojego teścia. ( pozdrawiam Ausrę i Jonasza!!!). Ausra nie jest jedyna o takich niemocach parametrów, która wypełnia populację floty Radiala, powodując jedynie, że wygląda, że dużo kobiet żegluje na niej, ale „tuż po starcie”, ich ściganie z naturalnych, niezależnych od nich powodów, przechodzi do wyścigu B. Chyba, że wiatr w regatach nie przekracza 5 węzłów.
LASER 4.7, z jej granicą wieku, aż do 17 lat, powinien być łódką olimpijską. Wtedy by trzeba bardziej się nią zainteresować. Jako konkurencja ma całą gamę nierówności , coś można na niej ćwiczyć, ale nie w wieku powyżej 15 lat. Najlepsze co ma w sobie to żagiel i maszt.
I teraz prawdziwe łódki. Z pełną strukturą czynników, które nie dyskryminują ich uczestników. Chyba, że pod względem intelektualnym.
Europa, OK’ Dinghy i Finn.
Są to wynalazki czyste jak łza. Ograniczone wymiarami, Gdzie wyraźnie najdroższy jest Finn. Jest 3 razy droższy od Lasera w zakupie. Ale ma 10 x trwalsze wszystko oprócz żagla. Mówię o gotowości regatowej, mistrzowskiej/startowej.
Z tych 3-ch łódek wydaje się najdoskonalszą łódką EUROPA, ale ta dla kobiet.
Uzasadnienie: 60-cia kilogramowa dziewczyna ze 165-cioma centymetrami wzrostu, jest bez skazy konkurencyjna na silnym wietrze ze wszystkimi. I to głównie z powodu cech PĘDNIKA. Duży powierzchniowo żagiel u dołu ( 3 mb bomu) , z lekkim skrzydełkiem / dźwigienką, klamką, w głowie żagla. Razem 7.0 m2 żagla, tyle co powierzchnia Lasera Standarda! A Radial ma przecież tylko 5.7m2.
Proporcjonalnie żadna z tych klas powyżej, nie ma takich warunków technicznych/ balastowania, szybkości, jak właśnie EUROPA dla kobiet. 7 m2 żagla! A jaki kurs fordewindowy na fali! Po prostu bajka.
OK’ DINGHY.
Stara konstrukcja, ale nie starsza od Finna. Ze względu na obecną przewagę masterskiego kształtu swoich sterników, przechodzi ciekawe przeobrażenia, choćby wprowadzony wysoko modularny, węglowy maszt, który chętnie by ważył jedyne 5.5 kilo. 5.5 kolo.! Czujecie to? Ale twarde przepisy trzymają się sztywno. 8,5 kilo. OKEJ za moich młodych lat mógł żeglować przeciętnie szybciej na wiatr, niż Finn. Ale został ”w blokach”, ze względu na przepis trzymania szotów tylko od dolnego, w dnie, bloczka. Wiecie jak oni płynąc wyglądają. Jak Andrzej Rymkiewicz na Finnie ( 40 lat temu) w swoich czasach na fordewindzie z papierosem w ustach, jak ”na przerwie na papierosa”.! Prawda. Ale za to żagiel OKEJA ma piękny profil, z otwierającym się łatwo, wg potrzeby, górnym żaglem. ( 9m2).
I FINN !
Nieprzerwanie od Helsinek 1952 roku w Igrzyskach Olimpijskich!
Był bliski bliskości usunięcia go z Igrzysk po 1996 roku. Były zapędy. Ale brać klasy Finn przecięła kadłub Finna Mateusza z Igrzysk w Savanah wzdłuż, jako wspaniały materiał poglądowy na konferencję IYRU ( nie widziałem go, ale słyszałem) i wybroniła Finna.
I co z tym Finnem. Trzymajmy się więc jego strojenia. Bo odradzający się Finn w Polsce słucha i śledzi co mam do powiedzenia. A mam do powiedzenia, nie dlatego tylko, że 40 lat temu ostatni raz żeglowałem na Finnie, ale z tego powodu, że ostatnie lata, jakieś 16, żywo interesowałem się przeobrażeniami tej klasy. A i dlatego, że Finn należy do wspaniałej rodziny, tej samej kategorii konstrukcji, co już wyżej wymienione trzy jachty.
Finn się ciągle jeszcze doskonali w dążeniu do ujednolicenia jego części. Czyli jest obecnie łatwiej jak nigdy wcześnie, nawet dla laika, złożyć nowego Finna, z nowych, całkiem niezłych elementów, masztu, żagla, kadłuba. To po pierwsze.
Można zamówić maszt z taką charakterystyką jaką się chce, w firmie WILKE np. Coś genialnego. Polski, na szwajcarskim polu, konstruktor i producent masztów! Czasem żagla nie otrzymasz takiego, jaki zamówiłeś, a tu maszt, gdzie technologia i jego wykonanie, są wg. mnie trudniejsze, niż przy produkcji współczesnych żagli do Finna.
Dalej. Nie oznacza to jeszcze, że cały, tak złożony Finn, nie pozostawi miejsca dla jeszcze większej doskonałości, której każdy ambitny Finnista nie zostawi tylko dla rywali. Ciągle cały łańcuch zdarzeń między topem, a krawędzią spływu na sterze, poprzez wszystko, co się pomiędzy nimi znajduje, decyduje o prędkości na Finnie.
Duży kadłub, duży pędnik, ciężki sternik, tworzą niewątpliwie najbardziej tajemną kombinację relacji dającą prędkość „mistrza”.
Robota w tuningu jest misterna i dokonuje się jej po kolei, razem i także z osobna. Nie mówię tu tylko o częściach składowych Finna lecz także o człowieku i o tym, że sporo czasu testowego, tuningowego musi się odbywać w towarzystwie innych łodzi klasy Finn. Etapami. I to dość często. Jeżeli już mówię o innych łodziach klasy Finn biorących udział w Waszym, osobistym strojeniu, to mam na myśli dobór odpowiedniego partnerstwa, odpowiedniej klasy odnośników. Ale rzetelnych, 100 procentowych, pewnych, tak, że Ty, ja, dokonując oceny, będziemy mieć pewność, że porównujemy efekty zmian prędkości do solidnego, odpowiedniego zjawiska, inaczej mówiąc, odpowiednio solidnego i uczciwego też partnera. Zegary, komputery są w FORMULE 1, a tu w większości jedynie wiedza tunerska i trenerska, leżące w głowie.
W klasie Finn jest to czynnik doboru sparing partnera jest trudniejszy od samej wiedzy o tym, jak trymować, tuningować Finna. Jest to przecież mała liczebnie elita dość dużych ludzi w tej klasie, więc zaadoptować na dłużej „dobrych sparingpartnerów”, to prawie jak chodzenie po linie między dwoma wieżowcami bez trzymanki. Wiem coś na ten temat. Chcę też Wam wyjawić jedną tajemnicę, że trym i tunnig odbywa się w dużej części z pozycji, która nie należy do siedzącego sternika na łódce. Nie należy do Was, sterników. Trzeba oglądać zjawiska na pędniku się dziejące z różnych stron. A więc z tyłu, z tyłu pod kątem, z przodu pod kątem, z dystansu itp. Do zawodnika zaś należy „umieć prowadzić” Finna jak najlepiej w stosunku do wymagań dostosowawczych odpowiedniego tunera, trenera, stroiciela.
W tym wpisie ograniczę się do zaprezentowania potwierdzenia działania moich teorii w praktyce i uczulenia na ich niepodważalną, moim zdaniem, ważność.
Jest słońce i pięknie zafalowane morze, umiarkowany Mistral. Dwa Finny na wodzie. Żegluga pod wiatr. Atmosfera „żądań” w tym zespole, niemal wszystko na „nie”, gotowa doprowadzić mnie do szału. Jak zauważyliście czytając mnie, zwracam uwagę naprawdę na wiele metodycznych aspektów. Wręcz drobiazgów. Zawsze coachując, chcę osiągnąć trwały efekt. Ale efekt głęboki pod względem treści, który ma wystarczyć na długo. Bo w mojej filozofii działania, to zawodnik ma w końcu wiedzieć i umieć wszystko. Ja chcę zbierać owoce w postaci jego wyników najlepsze i długo, a będące efektem mojej determinacji, względnej nieustępliwości i wystarczająco dobrej i przetrawionej przez dziesiątki lat wiedzy.
Ale na tym treningu, mam zamiar podzielić jeszcze mój czas na obserwację grupy kadry Lasera, mającego trening nieopodal i swoje zadania do zrobienia.
Płynę z tyłu i zastanawiam się. Staram się skupić jak mogę. Płyniemy z tymi Finnami interwały na wiatr po parę minut, ale głównie prawym halsem, więc było to bardziej speed testowe. Czyli widać przez podobną powtarzalność pewne cechy, czyli ocenę szybkości. Drugi Finn ciągle odstaje, płynie albo wolniej, albo pełniej. I nie widzę żadnej z jego strony reakcji. Jakby tak musiało być. Pogodzony- pomyślałem. Ponieważ ten sam efekt się powtarzał dobrych kilka razy, a objawiający się różnicą ciągle taką samą na niekorzyść Finna nr 2, to w końcu ja dojrzałem.
Zamiast zostawić frechownego zawodnika i dać mu się męczyć w niewiedzy, podpłynąłem do niego i co kilka minut w przerwach między interwałami, dyktowałem mu konieczne czynności w przestawianiu trymu w obrębie pędnika. Finn nr 1 nie dostawał w tym czasie poleceń dot. zmian w trymie. Mniej więcej takie były polecenia. … Maszt dwa obroty do przodu! … Wózek do siebie! …..Outhoul luz!…… canningham trochę luz, itp! Trwało to razem pół godziny może lub mniej. Finn nr 2 dość nagle , ku mojej satysfakcji, zmieniał szybkość i ostrość w stosunku do Finna nr 1. Aż w końcu Finn nr2 prześcigał Finna nr 1 wyraźnie . Tak nie wiele, a tak wiele.
Taki trening nie jest zwykle dla mnie pożądanym etapem w edukacji dla podobnych zawodników. Rozwiązał wprawdzie jeden „węzełek”, ale nie nauczył rozumienia całej, koniecznej metodyki. Głowa tego Finna nie przestała myśleć po staremu, nie zaczęła myśleć po nowemu, wręcz wymyślała za to nowe problemy. To trochę podobne, jak czyni alkoholik. Jak odnajdziesz jego kryjówkę, gdzie chowa butelki z wódą, a ty wylewasz tą wódę, bo chcesz go ratować, to on znajduje inną, jeszcze lepszą kryjówkę i do tego kilka więcej.
Dla ironii, ponieważ obiecałem sobie, że oglądnę jeszcze Lasery na tej sesji dopołudniowej, przeskoczyłem motorówką w miejsce, gdzie one miały trenować jeszcze godzinę. A tu nic, pusto na wodzie. Nic więc nie zobaczyłem. A do tego na brzegu, Finn nr 2 podszedł i nic, tylko zadał przy Finnie nr 1 inteligentne pytanie: „Czy został by Pan moim prywatnym żaglomistrzem?”. Myślałem, że eksploduję, ale nie z dumy, tylko z wściekłości. Bo jego myślenie było czysto egoistyczne nie tylko wobec mnie, ale także wobec Finna nr 1. Myślę, że inni trenerzy od sprzętu, musieli mieć też podobne doświadczenia w swojej pracy, więc mnie rozumieją.
Ten sam Finn nr 2, rzeczywiście chciał mieć prywatnie dla siebie wszystko co dobre. Zrozumiałem to lepiej, kiedy w lipcu 2010 roku zechciał mieć pewien kadrowy maszt tylko dla siebie. Kiedy z zawodnikami, którzy nie byli nastawieni egoistycznie, pracowałem nad tuningiem tego własnie masztu na wodach Zatoki Gdańskiej , to Finn nr 2 zawiadomił w tym czasie policję, że ten maszt ukradłem. UKRADŁEM ?! Brzmi sensacyjnie, zwłaszcza, że policjanci rzeczywiście natychmiast przyjechali. Jaka to musiała być siła przekonywania lub wyjątkowej klasy „umiejętność” zbudowania odpowiedniej teorii na posterunku Policji. Teorii, która wywarła pożądany dla niego skutek w jednym miejscu, właśnie „tam i teraz”, a dosłownie za chwilę przeobraziła się w reakcję odwrotną. Ale choć przez chwilę dawała poczucie „zadowolenia diabła” . Po nieudanej akcji, kiedy padały jeszcze tylko wyzwiska i groźby w moją stronę, bo policja już zrozumiała intrygę Finna nr 2, to gdzieś na zafalowanym morzu, z narażeniem życia, na motorówce płynął właściwy policjant. Dopłynął na ląd, ogłosił wyrok natychmiastowy. Wyrzucił Finna nr 2 z ośrodka, zawiesił w kadrze, zobowiązał do zwrotu całego sprzętu i wyjechał. I jak u Mickiewicza, „ echo tych wydarzeń ciągle gra”.
Nie zapomniałem o OPTYMIŚCIE. CDN
Pozdrawiam
Kajetan Glinkiewicz
Czytajcie moje wpisy na dwóch blokach tematycznych
1.Jak żeglować szybko oraz
2.Blaski i cienie pod żaglami
.