JAK ŻEGLOWAĆ SZYBKO
MASZT, ŻAGIEL, CZY MOŻE PĘDNIK? Cz. 1
Witam.
Już dla wielu z Was w samym, tak skonstruowanym temacie, odpowiedź nasuwa się sama. Że to pędnik jest tym docelowym zjawiskiem, który z tych trzech wymienionych elementów jest istotą sprawy. Oczywiście, w poszukiwaniu szybkości na Waszym jachcie sporo odpowiedzialności spada na pędnik.
Ale bardzo ostrożnie z tą pewnością w ogóle. Bo rzecz tkwi znacznie głębiej w dociekaniach o szybkość, nie tylko w ogólnej, teoretycznej wiedzy.
Powoli, systematycznie, będę starał się Wam rozjaśnić tę ciemniejszą stronę teorii i praktyki strojenia sprzętu, właśnie na potrzebę Was interesującą, mianowicie próbę prześcignięcia najlepszych, a nie tylko ścigania się z nimi.
Nie w samym pędniku leży pełna siła oddziaływania na szybkość regatową.
Żebym mógł bezpiecznie uzyskać pożądany cel mojej rozprawy, dla tej dociekliwej części moich czytelników, skupię się na łódkach z jednym żaglem. Wiadomo OPP, OK, Europa, Laser x 3, Finn, RSX x 2. To razem aż 9 jedno żaglowych łódek „regaci” się w naszym kraju.
Co się dzieje więc dalej. Na linii zjawisk dodatkowych, wpływających na odpowiednie działanie pędnika, mamy układy dynamiczne znajdujące się pomiędzy odpowiednimi punktami na pędniku i dalej poprzez wiązanie masztu z kadłubem, poprzez kadłub, bom z szotami, poprzez zawodnika, co jest tu bardzo ważne, bo rozmawiamy o sporcie ludzi, a nie maszyn, i aż do krawędzi spływu na sterze naszej łódki. ( na RSX- sie będzie do statecznik, a jeszcze wcześniej ręce zawodnika i jego korpus wraz z nogami, działające m.in., umownie, jako „szoty”).
Układy dynamiczne! A, ha?! – Rzekł by Mr. Holms i przystąpił by do szukania drobiazgów używając swojego magicznego szkiełka powiększającego.
Więc układy dynamiczne. Ale nie bez podstawowego zjawiska, jakim jest odpowiedni przepływ strug wiatru po zawietrznej i po nawietrznej stronie pędnika. Przepływ strug wiatru wzdłuż, mniej więcej poziomych linii przekrojów pędnika, o odpowiednim kształcie, czyli odpowiedniej głębokości, o odpowiednich proporcjach jej rozkładu na różnych przekrojach, od przodu do tyłu.
Przepływ wiatru i ten kształt z dokładnością do milimetra, przerobił już i opisał dla dobra ludzkości, Profesor Czesław Marchaj, nasz rodak, spędzając lata całe w tunelach aerodynamicznych, przeziębiając się wielokrotnie, i ja nie będę z tym dyskutował. Chylę czoło przed nim, na znak mojego wielkiego szacunku, do jego zasług i miejsca w historii żeglarstwa, a szczególnie żeglarstwa polskiego.
Nam, praktykom zaś, pozostawił drugą część roboty do zrobienia. Wręcz całą resztę. Powiązania wszystkich szczegółów znajdujących się w arsenale techniki przez duże T.
Szybkość regatowa jest głównym faktorem, do którego „majster stroiciel” odnosi wszelkiego rodzaju czynności zmieniające, dostosowujące na jachcie, nie wyłączając osób na nim siedzących.
Co robi stroiciel z PĘDNIKIEM ? Czyli co robi z masztem i z żaglem ?
Maszt podlega wszelakim wymogom, co do parametrów swojego: kształtu, charakterystyki ugięcia, rozkładowi środka ciężkości, ciężaru, odpowiedniemu rozkładowi dynamicznych wartości sprężystości wzdłuż masztu, całkowitej wartości sztywności w różnych kierunkach, a mierzonej między topem, a bazą. Do zbadania tych parametrów o charakterze zwykłych wymiarów proporcji ugięcia, a także określników dla tendencji zakresu dynamiki danego masztu, służy prosty dość przyrząd, stojak. Daje on możliwie maksymalną stabilność, aby wstawiając do niego maszt w pozycji „poziomej”, uzyskać pomiary o maksymalnej bezbłędności, jako ważnej cesze porównawczej.
Taki stojak do masztów Finna stoi w magazynie PZŻ w Górkach Zachodnich, jest do Waszej dyspozycji. Powstał podczas mojej ” ” tam działalności dwa lata już temu, o Boże jak czas szybko leci, dzięki ówczesnemu dyrektorowi sportowemu, a szczegółowo mówiąc, dzięki środkom będącym w dyspozycji osobistej d.s., gdyż, jak dobrze pamiętam, było już po budowie planu dla klasy Finn na 2010 rok. Oraz dzięki temu, że realizacja tego pomysłu powstała przed 17 sierpnia 2010 roku. Dlatego mamy stojak. To ważne. Ja pracowałem na podobnym stojaku całe moje, długie trenerskie życie. Budując i przebudowując sporo masztów do różnych klas. Dlatego wiem, jak to jest potrzebne.
Żagiel musi być tak uszyty, żeby odpowiednio dobrze pasował do wzoru kształtu żagla, żeby współgrał wraz z masztem. Mało tego, bo jak już wciągniemy/założymy żagiel na maszt, to powstaje pędnik. P Ę D N I K !! To zestaw, co do którego Wy nie mieliście od początku żadnych wątpliwości, że jest ważniejszy od pojedynczych jego części. Czasem wystarczy dopracować parametry na żaglu, odpowiednio dopasować strzałkę liku przedniego, czasem nawet długość liku tylnego ( jak np. w klasie Europa), coś przy głowicy, przy listwach, żeby dokonać pierwszych, korzystnych zmian. ALE ! Znowu ale. Ale uformowanie paneli (brytów), tworzących odpowiednio wybrzuszoną taflę żagla, w pracowni żaglomistrzowskiej, to tylko połowa roboty. I co ważne. Nie ma tak, że wszyscy będą równo żeglować na jednym zestawie. Np. inaczej trzeba stroić zestaw dla lekkiego, a inaczej dla ciężkiego zawodnika, zawodniczki. Jak już maszt z żaglem znajdzie się na łódce, to jest do zrobienia znowu kilka dobrze skoordynowanych ruchów. Jest to posadowienie masztu pod kątem w stosunku do pokładu ( przód, tył), .jest to formowanie głębokości i ich proporcji na poszczególnych przekrojach żagla w rozkładzie od dołu do góry. Jest też tu formowanie rozkładu głębokości także w układzie rzutu z góry, patrząc na kształt przekroju. ( są często linie na żaglu imitujące przekrój poziomy żagla w kolorze kontrastowym, granatowe, czy czerwone, które ułatwiają odczyt kształtu). Jest też tu kąt trymu ( nastawienie) całego pędnika w stosunku do osi diametralnej jachtu. Jest też tu wartość siły naciągu liku tylnego.
Ale to, co należy się zrobić dla potrzebnej prędkości dotyczy korekt trymu, przy pomocy linek kontrolnych ( regulacyjnych), gdy żagiel, a słuszniej jest powiedzieć PĘDNIK, żegluje w warunkach naturalnych, przy różnej sile wietru, różnej fali, z konkretnym „jeźdźcem”.
Oczywiście, te możliwości wymienionych regulacji, choć istnieją, są na swój sposób ograniczane, w zależności od przepisów klasowych różnych klas. Ot, choćby Laser nie ma regulacji masztu pod kątem, w kierunku przód-tył, czy też nie ma wózka (traveler) do regulacji kąta trymu, tu aczkolwiek nie ma osobnego wózka, to istnieje sposób regulacji tego parametru.
RSX, jasne, że reguluje się wymienione przeze mnie parametry, ale wiele już bardzo wstępnie, na lądzie, choćby sam główny naciąg wzdłuż masztu. Ten bardzo monotypowy desine, ma taki duży luff curve (wybrzuszenie liku przedniego) i stosunkowo cienki, więc miękki maszt, że trzeba go usztywniać przez wygięcie, a tym samym ten odpowiednio duży luff curve wchodzi dostatecznie luźno między maszt, a lik tylny , nie tworząc destrukcyjnych deformacji, poziomych zmarszczek, czy wręcz przełamań żagla pod wpływem dużego gięcia masztu.
Pędnik RSX jest typem pędnika, który pochodzi z tzw. „one designe” produkcji, kupuje się go z „półki” i ma być teoretycznie każdy zestaw taki sam. To samo z pędnikami mamy w klasie Laser ( x 3). Też „one designe”. Ale praktyka wykazuje, że te składowe pędników, tych klas, nie są takie same. Oczywiście. Różnice są najczęściej małe między egzemplarzami lub wręcz mikroskopijne. Ale elementów wchodzących w skład jednego pędnika, jest co najmniej 4, a w przypadku RSX-a więcej o listwy żagla. Gdy więc wszystkie części złączymy do kupy, to te nawet mikro różnice, połączone w różny sposób, w różnych zestawach, czyli x 4 , wytworzą różnice większe.
Zatrzymując się przy Laserze Standardzie, widziałem na własne oczy sytuacje, które zmieniały wynik zawodnika w głównych regatach, gdzie sprzęt był losowany, do 30 miejsc nawet. Dotyczyło to zawodników wielce markowych, Goodisona, Slingsbiego, Limy, Geritzera, Blackberna, czy innych. Nie było tak drastycznych różnic wśród markowych zawodników, w klasach Finn, czy Star. Ciekawe dlaczego? Sprzęt w tych „one designe” klasach zaszedł już za skórę nie jednemu.
Ale nie przytaczam tych zjawisk sprzętowych, żeby żalić się na producenta, rodzaj klasy, czy np. ISAF. Nie. W klasach, gdzie nie ma sprzętu „one designe” są też różnice. I też elementem sztuki, kunsztu regatowego, jest umiejętność strojenia sprzętu. Jasne, że dla fachmana od strojenia, pełne pole do popisu jest wtedy, gdy sam może wpłynąć na jakość, a do tego ma czas i „narzędzia” do ich wykonania. I tu, my Polacy możemy jedynie narzekać na brak „narzędzi”.
Cała, duża grupa klas wymienionych na początku nie podlega zasadom „one designe”.
W tych klasach można dużo zmajstrować, żeby dopomóc świetnemu, świetnie skoordynowanemu, pod względem parametrów dynamicznych, ciału ( zawodnikowi).
Ten ogólny zarys teorii trymu tego, co wpływa na walor szybkości, nie wyczerpuje wykładni należącej do kompletu , czyli wszystkich przyczyn i skutków w obrębie jednostki regatowej, jaką stanowi jacht wraz z jego załogą. Do krawędzi spływu na płetwie sterowej jeszcze trochę brakuje.
Nie ma też możliwości, oczywiście mowa o żeglarstwie topowym, żeby przestawienie jednego parametru, czy nawet kilku w stronę korzystną, przyniosło natychmiast, z dnia na dzień wyraźne przefrunięcie rywali. Proces zmian na lepsze trwa najczęściej długo. Dłużej, niż wynikałoby to z teoretycznych sądów. Praca nad pędnikiem jest zwykle połączona z pracą nad zawodnikiem. Żeglarstwo to nie Formuła 1, gdzie bolid i kierowca, są podłączeni do mocno rozbudowanego elektronicznego systemu kontroli. W żeglarstwie cała elektronika znajduje się w głowie zawodnika i też stroiciela. Pisałem na ten temat w poprzednich felietonach. Ale, żeby ta mała orkiestra skuteczniej i szybciej reagowała na zmiany, trzeba wkleić sporo danych, sporo nawyków ruchowych, sporo zdolności czuciowych, sporo wzajemnego rozumienia i czas, który jest potrzebny, żeby nowa treść, czy to nowego zestawu, czy jego pojedynczych elementów, czy nowe treści techniki, wzajemnie do siebie się dopasowały, „przegryzły jak wisky bland”. Więc, gdybym miał radzić swoim przeciwnikom, którzy pod względem widocznych znamion, pracują dla zmian jakościowych w sposób obiecujący, wg mojego rozeznania, ale chwilowo bezowocnie, to namawiał bym do przerwania im tej drogi. Trochę zawiłe, ale ma sens, mówi bowiem dobitnie, jak delikatna materia konstruuje sukces sportowy na najwyższym poziomie. Jeśli ją przerwiesz, to się może nie narodzić. Praca treningowa oparta na głębokiej wiedzy i konsekwencji przynosi zawsze efekty ponadprzeciętne, więc rywali nie należy tego uczyć.
Mały przykład na temat wyższości strojenia nad szyciem żagli, którą usłyszałem od Andego, polskiego, wybitnego trenera, specjalisty od sprzętu, zwłaszcza pędników. Mówi tak, „ jak chcesz szybko żeglować to się ożeń z żaglomistrzem”! No właśnie. To ma sens. To mówi o tym, że sam żaglomistrz uszyje żagiel, na wygląd poprawny, ale nic poza tym. Skasuje swoje pieniądze, nisko się ukłoni i basta. A „żaglomistrz żona” ? Włoży dodatkowo serce, dopieści, wszelkie nawet małe błędy usunie, pokaże jak trymować. Tak, na tą drugą część pracy nad żaglem, pędnikiem, potrzeba od miesiąca do paru miesięcy i nawet dłużej, do paru lat. Bo tu chodzi o włączenie tego „nowego akordu”, np. żagla, innej techniki, do reszty „muzyki”, do reszty instrumentów grających, aby powstał „utwór”, na potrzeby wysokiego efektu regatowego.
To co dzieje się poza manufakturą szyjącą żagle, budującą maszty, łódki, to proces strojenia, inaczej tuningu. Tuning, to jest coś co ma dotyczyć sprzętu oraz kunsztu regatowego przez duże „K”. Tak, to następny etap doskonalenia sprzętu. To „ uczenie się jazdy bez trzymanki na czubku masztu pędzącego jachtu”. Innego wręcz wymiaru. Zakres koniecznych działań wyrysowałem w tym felietonie. Ale jak mówiłem, nic się nie osiągnie bez przypilnowania, bez nastrojenia zawodnika. I na szczęście. On musi tak grać na tych instrumentach, żeby powstała muzyka, żeby powstało dzieło. On musi wejść w ten ekstra wymiar, żeby wygrać. I w tym jest sprawiedliwość sportowa. Zwycięstwo ma być owocem doskonałości jako efektu pracy dla szybkości regatowej, a nie przypadku.
Dedykuję ten wpis Zbyszkowi Stosio, który jak mi ostatnio mówił, a było to dwa lata równo temu, dojrzewa do momentu przejścia na emeryturę . Będzie więc odchodził w glorii i uczuciu radości, bo w momencie kiedy dwa medale z Igrzysk świecą też nad jego głową. W pełni na to zasłużył. Działał skutecznie, robił co mógł i ile mógł, nie robił, czego nie mógł. Dokładnie dwa lata temu, śnieg też był na zewnątrz jak dziś, a ja zadzwoniłem do niego, żeby pomógł mi załatwić podstawienie kontenera na wysyłkę Finna i motorówki na zgrupowanie do Miami, bo coś nie grało. „Spróbuje”- powiedział. Dosłownie za pół godziny podstawili kontener i wyjazd ujrzał nowe światło. Szkoda, że tak rzadko do niego dzwoniłem. Dużo więcej mógłbym załatwić dla moich podopiecznych. Inaczej by to wszystko wyglądało. Moja wina.
CDN
Kajetan Glinkiewicz.
Czytajcie moje wpisy w dwóch blokach tematycznych:
1. Blaski i cienie pod żaglami oraz
2. Jak żeglować szybko.