BLASKI I CIENIE POD ŻAGLAMI

PROPAGANDA, PROPAGANDA, PROPAGANDA…………

Propaganda. Oczywiście propaganda sukcesu. O tym będzie ten wpis.

Zawsze, a pamiętam czasy bardzo odległe, propaganda była silnym narzędziem władzy. Używanym na potrzeby przykrywania niepowodzeń i słabości przeróżnymi technikami. Techniki to takie czynności, jak np. nagłaśnianie jednej sprawy, a nie dopuszczanie innych spraw ani do obiegu, ani do różnych odbiorców. W naszym sporcie odbiorcami informacji są czytelnicy blogu żeglarskiego, żeglarze, członkowie władz Związku i członkowie władz nadrzędnych, czy też dziennikarze, wręcz dowolne osoby. Znamy takie techniki z dnia codziennego, np. z internetu, ale znamy też coś, co jest dość nowym zjawiskiem, nie przypominającym tych „odległych czasów”. Jest to możliwość wypowiedzi wszystkich np. przez internet. Nie ma już cenzury jako zjawiska i jako instytucji stojącej na straży dla władzy. Zjawiska cenzury, które większości młodym ludziom nie jest znane.
Jest ważne, żeby wiedzieć to, że w powszechnym rozumieniu również nie napisanie czegoś kompromitującego, może być uważane za przedstawianie jakiejś sytuacji jako fałszowanie rzeczywistego obrazu. Jeżeli czegoś nie napisze bloger, to nie ma problemu. Ale jeśli nie napisze instytucja, stowarzyszenie, której statutowym zadaniem jest informowanie swojego środowiska rzetelnie o wszystkich wydarzeniach, sytuacjach niezbędnych, aby zrozumieć rzeczywisty stan rzeczy, to jest problem. Jeśli więc nie ukazuje się na stronie Związku analiza dokonań olimpijskich we wszystkich, polskich konkurencjach, za ostatnie czterolecie, to jest to forma jakiejś techniki budowania wrażenia na środowisku o określonym celu.
Ten problem będzie wtedy wyglądał tak samo, w porównaniu, jak problem na giełdzie papierów wartościowych, na parkiecie. Gdzie przepisy są tam bardzo twarde, kontrola bardzo ciasna, a jedynie na filmach można zobaczyć wyjątki od generalnej reguły. Tam pilnuje się, aby gracze i akcjonariusze działali uczciwie, żeby nie poddać giełdy fałszywej strategii. Jeżeli byłoby inaczej, giełda przestała by istnieć! Taki jest warunek podstawowy, gdzie uczciwość na giełdzie napędza gospodarki, a nieuczciwość wręcz odwrotnie. Takie proste. Ale wobec skłonności ludzkich musi stać nad tym „policjant”. I wtedy da się ten geniusz cywilizacji ekonomicznej zachować przy życiu, ku naszemu dobru.

Polski Związek Żeglarski wymyślił własną, sportową stronę informacyjną, która wprawdzie raczkuje, ale sporo interesujących rzeczy można wyczytać z niej. Ale niestety, między wierszami najwięcej. I w tym jest problem tej strony. Ta strona nie jest gazetą, w rodzaju choćby niezależnej gazety…….. no i tu nie użyję żadnej nazwy polskiej gazety, bo nie jestem pewien, która to gazeta. Rzeczpospolita np., napisała ostatnio o trotylu. Ale zaraz potem się ostro rozliczyła ze swoimi dziennikarzami. Więc nie wiem jeszcze, czy ona zostanie moim typem niezawisłości i obiektywności w przedstawianiu rzeczywistości ponownie, czy też nie?
Strona działu sportu jest firmowana przez szefów sportu PZŻ. Tak sobie to wyobrażam. Nie mógł bym zrozumieć sytuacji, w której ukazuje się wpis, na który nie ma asygnaty osób odpowiedzialnych wobec pracodawcy ( sekretarz gen., dyr. sportowy) , lub wobec statutu ( v-ce Prezes do s. sportowych). Obojętne mi jest, czy te osoby odpowiedzialne pracują nad tym w nocy, czy podczas zwyczajnych godzin pracy, czyli od 8-ej do 16-tej. Oczekuję informacji rzetelnych, pokazujących prawdziwy obraz działań w polskim żeglarstwie regatowym, a nie obraz naciągany, wygodny dla tej decydenckiej strony przedsięwzięcia. Jeżeli ma tak być, jak po przecinku poprzedniego zdania, to nie warto tego nawet czytać. Nie warto, bo staniemy się ofiarami propagandy, podobnej do tej, którą opisałem w pierwszych zdaniach mojego wpisu, u góry.
Przykłady:
W ostatnim czasie, całkiem niedalekim, mieliśmy :
- Igrzyska Olimpijskie, Olimpiada, efekty,
- konferencję ISAF w Dublinie,
- kursokonferencję trenerów w Górkach Zachodnich,
- spotkanie merytoryczne z legendą światowego żeglarstwa Markiem Reynoldsem.
Nie zacznę chronologicznie, ale od sprawozdania z kursokonferencji trenerów. Program zakładał jedno, a relacje bezpośrednich odbiorców wykazywały co innego i to w głównym, przynajmniej dla mnie, punkcie. Następnego dnia po konferencji ukazała się relacja na stronie polsailng, która mówiła, że jednak wszystko odbyło się zgodnie z rozpisanym programem. Że konferencję podsumował Pan Wiesław Kaczmarek i Tomasz Chamera. Niezależnie od tego, że podsumowanie konferencji to nie to samo co wykład na temat koncepcji szkoleniowej, na którą to koncepcję czekam już wiele lat. Według relacji uczestników konferencji nie odbył się też wykład przedstawiciela kiteboardingu na temat bezpieczeństwa w szkoleniu, Pana Macieja Boszko. Za około dwa dni ukazała się druga wersja relacji, która już nie prezentowała tego, że „konferencję podsumował Wiesław Kaczmarek”, a wykład z „bezpieczeństwa w szkoleniu na kiteboardingu wygłosił Pan Maciej Boszko”. Tak więc ukazały się dwie relacje z kursokonferencji. I ani słowa wyjaśnienia dlaczego wydrukowano dwie różne wersje. Która jest prawdziwa? Czy dobrze, że przeczytałem obie wersje? Ja, jak ja, ale którą wersję przeczytali inni? Którą wersję przeczytali kontrolujący nasz sport dyrektorzy departamentu sportu? A może ukaże się jeszcze jedna wersja? Ta pierwsza relacja pięknie opisała jak to w temacie „koncepcje szkoleniowe PZŻ wobec ISAF i MS” panowie Wiesław Kaczmarek i Tomasz Chamera, prezentowali się w tym temacie. Na razie nie wiem, czy na temat zgłoszony, czy jednak, jak było napisane , że dla „podsumowania”. Wiesław Kaczmarek nie był obecny na tym „wykładzie”. Zresztą tak jak przypuszczałem. Nazwisko Pana Wiesława Kaczmarka bardzo dobrze prezentowało się jednak obok nazwiska -Tomasz Chamera. I tak ułożony plan połączenia obu nazwisk, obok siebie, widniał do momentu ukazania się drugiej „relacji”.

Gdyby jednak ukazała się kiedyś rzeczywista koncepcja szkolenia, z priorytetami, technologią mającą szansę na przegonienie wielu naszych rywali, to błogosławił bym ten moment i nie patrzył bym na „pomyłki” w różnych tekstach.

Bo na razie, polskim zawodnikom, tym zaczynającym drogę sportową i tym już daleko za półmetkiem, nie mam nic optymistycznego do przekazania, co do ich szans w wyszkoleniu, poza tym, żeby żeglowali, wydawali państwowe pieniądze i brali swoje szkolenie w swoje ręce, jak Maciek Grabowski, Mateusz Kusznierewicz, Zosia Klepacka.
A co do tematów poruszonych na tejże konferencji w ogóle, sądząc po załączonym programie tylko, to tak naprawdę ważny był dla mnie temat koncepcji szkoleniowej. W szczególności to, jak wygląda treść tej koncepcji, rozumienie słowa koncepcja, w głowie głowy szkolenia, w sporcie konsumującym 90% środków z całego budżetu żeglarstwa regatowego, a płynących ze źródeł państwowych, do głównego Klubu żeglarskiego, do centralnego szkolenia w PZŻ. Gdyby proporcja tych środków się odwróciła, mielibyśmy konkurencję i żaden zawodnik nie chciałby do tego centralnego klubu należeć. Z oczywistych powodów. I to musi być zmartwieniem jak najszybszym naszego PZŻ-tu, czyli w demokratyczny sposób, Naszym zmartwieniem.
Przed chwilą, pisząc ten tekst, ukazał się komunikat o ogłoszeniu konkursu na trenerów Lasera i Radiala. Znowu nie podpisany przez nikogo, czyli znowu może się ukazać inny, a w ogóle wynik, decyzję komisji konkursowej, może nie zaakceptować Ministerstwo Sportu. ” ” . Jak nie z tej strony, to z tamtej. Pachnie z daleka fikcją.

Kiedyś, jakieś 15 lat temu, było takie zarządzenie, które mówiło, że trenerem nie może być brat zawodnika , ojciec, matka i osoba, której nazwisko zaczyna się na G. Jeszcze więc muszę trochę poczekać, bo wszystko już odrobiłem, ale zostało mi to G. Nie mam chyba szczęścia. Nie wiem tylko, czy i jak mocno jest uprzywilejowana obecnie litera np. „S”. Zobaczymy. To nie są żarty. W ogóle, tak późne ogłoszenie konkursu ma na pewno jakąś ciekawą przyczynę. Czuję to pod skórą. Rozumiem, że kończące się 4 lecie między igrzyskami, spowoduje nawet wybór nowego dyrektora sportowego lub coś w tym gatunku. Czyli pewnie wybrani trenerzy wybiorą go sami. Skoro zaczyna się od wyboru trenerów.
Ja chciałbym kandydować na jednego z trenerów, mam świetną koncepcję szkoleniową na wszystkie klasy, nie tylko jednoosobowe, mam w zanadrzu ciągle niewykorzystaną wiedzę i nie mogę jej wprowadzić w życie, bo pozostałe kluby, te poza klubem największym, PZŻ-tem, dysponują budżetem wielokrotnie za małym, żebym mógł realizować moje szkolenie właśnie tam. Te środki, które są do realizacji mojej koncepcji potrzebne, są kierowane jedynie do Klubu Głównego, PZŻ. Znam się na sprzęcie i treningu techniki na wszystkie wiatry i kursy, wiem co robią nasi zagraniczni rywale, wiem, że jest duża luka między tym, co szkolimy u nas w kraju dziś, a tym co możemy szkolić i wyszkolić jutro. Co zrobię to jeszcze nie wiem. Wiem natomiast, że wybór nowego dyrektora rozwijającego nowocześniejsze techniki szkoleniowe, coś w rodzaju szefa szkolenia, head coacha, a nie dyrektora od wszystkiego, jest bardzo realny. Wynika po prostu z tego, że dotychczasowy dyrektor, który miał wszystko na głowie, nie zrealizował wypisanych założeń wynikowych i programowych, jakie znajdują się w dokumencie przyjętym 4 lata temu pod nazwą „koncepcja organizacyjno-szkoleniowa na lata 2009-2012”. Po co tyle sobie wziął na głowę, po co mu tyle nałożyli, po co kombinował, żeby na pewno załatwić sprawy, które pochłaniają zbyt dużo czasu, choć w rzeczy samej, nie wymagają umiejętności szkoleniowych. Mógł to przecież robić ktoś inny. Nauczyciel mój zawsze radził, żeby najpierw realizować te sprawy, roboty, zadania, które są najtrudniejsze. Nie zostawiać ich na koniec. A on zostawił je na koniec. Zauważył to dopiero na końcu rzeczywiście i już nic nie mógł naprawić w tym szkoleniu, którego się podjął. Za to podjął błyskawiczną rzecz. Ale tylko jedną. I to już poza „regulaminem”. Zaakceptował fakt odłączenia się Kacpra od państwowej kadry klasy Laser ( nie użyję tu celowo słowa wysłał), no i Ten młody podopieczny dyrektora zawodnik, zwyciężył w eliminacjach do Igrzysk. I to jest dla mnie, bez żadnej ironii, prawdziwy, szkoleniowy majstersztyk. Ale to nie obroni Go jednak od faktu, że olbrzymia większość zapisów zawartych w tym dokumencie o „koncepcji”, ni jak się ma do tego, co było, miało miejsce w ostatnim czteroleciu, łącznie z osiągniętymi rezultatami. Nie przykrywajmy dwoma medalami tych spraw, te medale to nie był wysiłek, czy efekt koncepcji dyrektora sportowego, to tylko jeden pkt. z tego obszernego dokumentu o „koncepcji organizacyjno-szkoleniowej”. Czytałem ten dokument wielokrotnie, dlatego wiem co piszę. To tak, jakby plan zakładał zbudowanie mostu w Warszawie na Wiśle, a został zwieziony żwir jedynie, ale za to wielkości Pałacu Kultury.
Dlatego Panie Piotrze Hlawaty, statutowy członku Zarządu PZŻ od sportu, chociaż przyszedłeś niedawno i za wszystko nie odpowiadasz, to nie omijaj szerokim łukiem tej kwestii i popraw to, co wszyscy wiedzą, że jest nie udane. Dopuść konkurencję, zobacz co mają do powiedzenia inni, bez skrywanych obaw jak dotychczas. Nie jak za złych czasów cenzury głębokiego socjalizmu.
Rozpisz konkurs na szefa szkolenia, head coacha, bardzo trudnej funkcji, ale funkcji matki przyszłego sukcesu. Wymagającej wiedzy i talentu szkoleniowego. Wybierz człowieka, który budząc się co rano, będzie zadawał sobie uparcie wciąż to samo pytanie, jak poprawiać nasz sport. Nie zaś tylko od święta, a za to częściej, jak poprawiać swój własny wizerunek. Nie bądź egoistą, nie tylko windsurfing świadczy o żeglarstwie. „Łódki”, choć trudniejsze generalnie ( pamiętam nasz spór na ten temat, jak poznawaliśmy się, siedząc w MC Donaldzie w Sopocie), mogą osiągnąć dużo więcej niż dotychczas, bo mają uczestników więcej niż deskarze. Ale trzeba wpompować mądrość szkoleniową i intensywnie ją pielęgnować, żeby dawała owoce. A wierz mi, można, nawet na szerszej płaszczyźnie osiągnąć znacznie więcej.
A teraz, jeszcze na zakończenie, bo z powodu ukazania się ogłoszenia konkursowego, zatrzymałem się dłużej na tym temacie, bo oczywista moja troska o jakość w szkoleniu, nie pozwoliła mi milczeć, więc trochę na temat propagandy, ale na innych przykładach. Kursokonferencja w Górkach, a właściwie tekst zawiadomienia o niej, został oprawiony, można powiedzieć, w zdjęcie ze spotkania, które odbyło się już 5 miesięcy temu, z Markiem Reinoldsem. Dziwiło mnie to, że stare, nieaktualne zdjęcie, zostaje użyte kilka razy więcej. Pomyślałem, co pomyślałem i zostawiłem. Chciałem pojechać na tamto spotkanie z Reinoldsem, ale na dzień przedtem dowiedziałem się, że właściwie to Mark nie wie za bardzo o czym będzie to spotkanie, ale, że „Tomek” wie. Więc nie pojechałem. Do tamtego momentu wiedziałem, że Mark był świetnym zawodnikiem, multimedalistą, że trenował go m.in. Andy, polski trener, że jest także producentem żagli, m.in. do Stara. Nie znałem, nie słyszałem nic na temat jego efektów trenerskich, a szczególnie tych efektów, które napisały by coś fajnego o nim, w karcie trenera olimpijskiego, także ”tunera” sprzętu, pędników, który osiągnął wiele sukcesów na tym polu. Wtedy, warto by mi było go posłuchać. No, ale poza tym, że Mark jest postacią, z którą chętnie wypił bym kawę i zrobił sobie zdjęcie, jako ze świetnym zawodnikiem, to nie żałuję, że nie słuchałem jego wywodów, które wygłaszał na spotkaniu. Przekonało mnie sprawozdanie jakie przeczytałem na polsailing, w którym stało napisane, jeśli to oczywiście prawda, Mark wskazał sposób/formułę eliminacji do Igrzysk w Londynie dla Amerykanów, jako „triale”, jedne regaty, rodzaj mistrzostw, w których startują tylko Amerykanie. Kto zwycięży może jechać na Igrzyska. Oczy wyszły mi na wierzch. Kilka razy to czytałem. Wiedziałem bowiem, że w tej londyńskiej edycji olimpijskiej Amerykanie odeszli od tradycyjnych „triali”. Rozegrali eliminacje w ramach dwóch Mistrzostw Świata poprzedzających Igrzyska. I wiadomo było to od co najmniej trzech lat. Czy to Mark się nie popisał istotną wiedzą, czy znów ( i tu się czepiam) pewnego rodzaju informacja nie rzetelna, jaką była relacja ze spotkania z amerykańskim gentelmanem, w języku angielskim, pod egidą, przy współpracy, z prowadzącym ( u dołu fotografi) itd., itd.? Ja wiem, że oba czynniki zawiodły, że nie treść, szczegóły były tu najważniejsze. Nikt nie odkręcił tego do dziś, więc o tym piszę. Jakieś zapatrzenie w odbicie, w cień na ścianie nie polskiego, a zagranicznego „fachowca”. Ale chociaż sam fakt, że przemawiał człowiek o uznanym, wypracowanym autorytecie, było rzeczą dla mnie bardzo istotną. Było znakiem z niebios, że to zjawisko, zaproszenie Reinoldsa, zawierało istotne minimum, minimum postaci z wiedzą i autorytetem osoby, choćby we fragmentach, ale zawartych w cechach charakteru Marka. Człowieka o pewnej wysokiej specjalizacji w wybranych działach, jakie niewątpliwie reprezentuje. Choć szkoda, że nie trenerskich, czy tunerskich. Szkoda, że tacy ludzie nie rządzą u nas. Ale nauka z tej lekcji za chwile poszła ponownie w głęboki las. I żeglarze polscy w większości, ponownie zostali skazani tylko na „manekiny autorytetów z niekwestionowaną wiedzą”. Ale fragment istotnych informacji poszedł w świat. Tych rzeczowych i propagandowych. Młodzież zaś polska, żeglarska, na „Googlach i Youtubie” znajdzie więcej rzetelnych informacji, niż na stronach, czy kursokonferencjach PZŻ-tu. Ale młodzież nie kieruje sportem żeglarskim. Jest tylko beneficjentem, skazanym na to co dostaje od bardziej lub mniej dorosłych, sterników przekazu wiedzy i informacji.
I na zakończenie pozostał Dublin.
Samochwała w koncie stała. Wystarczyło napisać, że ISAF zmienił decyzję podjętą pół roku wcześniej, że zwycięscy „konkursu” na wybór klasy, dyscyplina kiteboarding, ma iść na zieloną trawkę. Tylko ciekaw jestem, czy ludzie z polskiego środowiska kiteboardingu wydelegowali na konferencję do Dublina swoich dyplomatów. Czy pożegnali na Okęciu polską delegację, przekazując im co ma tam robić w ich sprawie? Za pieniądze nasze. Zobaczymy. Ale ja tu nie mówię, jaki wybór jest lepszy. Szczególnie nie mówię po tym, jak wyczytałem, że my Polacy mamy aktualną Mistrzynię Świata w kiteboardingu, Panią Karolinę Winkowską. Znacznie jest to wyższa lokata na starcie nowej konkurencji olimpijskiej niż w jakiejkolwiek innej dyscyplinie z windsurfingiem na czele, w Polsce, w przeszłości. Ale nie aktualne.
Wiem co mówię i wiem co piszę. Dowolność interpretacji na temat tego co jest sukcesem, a co nie, jest olbrzymia na ustach autorów przekazów na stronie polsailng.
Kiedy 8 lat temu wisiało w powietrzu „wywalenie” klasy Europa dla kobiet z programu Igrzysk, zarząd stowarzyszenia klasy Europa bił na alarm i zobowiązywał ustnie i pisemnie polskich delegatów, polski Zarząd PZŻ, też tzw. „współpracowników” PZŻ, wysyłanych do Kopenhagi na meeting ISAF, do tego, że priorytetowym interesem dla Polski jest pozostawienie klasy Europa w Igrzyskach. Ta konkurencja miała się u nas bardzo dobrze, też jako biedny kraj nie chcieliśmy wyrzucać dorobku i pieniędzy w błoto i wydawać kolejnych, na enigmatyczną szansę polepszenia sobie sportowych efektów. I nic. Na pewno siłą „naszej dyplomacji” była skierowana na co innego. Dołożyli tyle, ile przysłowiowego brudu za paznokciami, żeby pomóc pozostawieniu Europy w spokoju, dla nas, dla tych dziewcząt, które świetnie się na tą łódkę nadawały. Byliśmy w czołówce umiejętności tuningu pędników i techniki żeglowania. Radial jednak zwyciężył na chwałę tych, którzy na tuningu i technice nie byli wstanie się poznać. Ale te 8 lat temu nie istniała strona WWW.polsailing. To by była dopiero ciekawa lekcja propagandy sukcesu.
Spójrzcie jeszcze na koniec na to co widać dzisiaj. Jaki jest stan szkolenia w Radialu kobiet, który zastąpił klasę dla nas, Europę. Przeczytajcie wywiad z Anią Weinziecher w jesiennym wydaniu magazynu WIATR, dlaczego jest tak mało chętnych na tą kobylastą, według mnie, niekobiecą łódkę.
Powodzenia.
Kajetan Glinkiewicz
PS
Odwlekam napisanie mocno oczekiwanego wykładu w temacie „żagle, maszty, czy może przede wszystkim pędnik”…….., ale tyle się w ostatnich dniach dzieje w eterze, że nie mogę się skupić. A temat jest bardzo trudny, a ja chcę dotrzeć nawet do zagorzałych przeciwników moich.

Czytajcie moje wpisy na dwóch blokach tematycznych:
1.Blaski i cienie pod żaglami oraz
2.Jak żeglować szybko.

Dodaj komentarz

Adres elektroniczny nie będzie publicznie widoczny.

*

*